|
NASRIN ALAVI
„We are Iran. The Persian blogs” Soft Skull Press, USA 2005 Blogi i to w dodatku irańskie. Na pierwszy rzut oka: bardzo ciekawe. W dodatku świeże bo książka jest bardzo aktualna. Zalety: historia Iranu przebijająca przez blogi: detale i zapomniane fakty, takie jak amerykanie wspierający rewolucję konstytucyjną a z drugiej strony przypomnienie o tym, jak została zdławiona przez Zachód. Podobne elementy pojawiają się w „Persian pilgrimages”, które też warto by przetłumaczyć. U Alavi teraźniejszość splata się z historią jeszcze bardziej niż u Afszina Moulawiego, choć muszę przyznać, że tego drugiego czytało mi się dużo lepiej.
Kolażowa konstrukcja ‘We are Iran’ czyni książkę atrakcyjną, ale zarazem utrudnia czytanie. Tu zdjęcia, tam cytat, tu naukowy komentarz. Niby fajnie, ale to nie wciąga. Tym bardziej, że Alavi ciągle powtarza „opresyjny kler” itd. W pewnym momencie nudzi przypominanie o totalitarnym systemie irańskim. Książka próbuje być obiektywna. Pokazuje na przykład, że kler szyicki też jest podzielony i różnorodny, często sprzeciwia się rządowi. Wady: od obiektywności jednak Nasrin Alavi jest daleko. Problem w tym, że blogi pisane są najwyraźniej przez elity finansowe i społeczne. Młodzież z miasta. Choć autorka nie objaśnia tego dokładnie bardzo wiele blogów w farsi pisanych jest poza granicami Iranu. Zresztą widać to w niektórych fragmentach blogów, kiedy np. narrator wchodzi do sklepu pakistańskiego w Londynie. Autorka podaje, które pisane są po angielsku, ale nie pisze skąd są pisane. Jeden z cytowanych bohaterów „Pinkfloydish” mieszka od roku w USA. Wszedłem na jego strony. Od momentu przeniesienia się na Zachód zaprzestał pisania po angielsku, robi to już tylko w farsi. Mamy więc często do czynienia z emigrantami, świeższymi lub starszymi. „Blogi perskie” nie znaczy od razu – pisane z Iranu. Myślę zresztą, że można znaleźć blogi o zupełnie innej wymowie, odwrotnej. W tekście często pojawia się znienawidzony basidż. Spotkałem kiedyś w Iranie członka tej radykalnie religijnej organizacji. Chłopak był równie zinternetowany i skomputeryzowany, co zwolennicy ‘Valentines day” ale miał inne poglądy. Tacy bohaterowie nie pojawiają się u Nasrin Alavi. A szkoda. Autorka ma tezę, którą chce udowodnić. „Młodzież irańska stanowiąca większość społeczeństwa ma dosyć systemu i pokazuje to w internecie.” Tezę udowadnia, ale do drugiej tury wyborów prezydenckich nie przeszli najbardziej radykalni reformatorzy tylko konserwatysta i zawodowy polityk. Ktoś głosuje na Ahmedineżada, ale ta część społeczeństwa nie pojawia się w książce. Z drugiej strony trudno traktować to jako zarzut. Nie chodziło o pokazanie konserwatystów tylko postępowców. I to jest ciekawe. Irańczycy. Proamerykańscy, ale bardzo krytyczni wobec Ameryki. Szyiccy do głębi, ale nie modlący się. Muzułmanie, ale nacjonaliści perscy. Same przeciwności. Imam Hosejn i Walentynki. Rocznica bitwy pod Karbalą równie ważna jak to landrynkowe importowane z zachodu święto. Czadory i szminka. Szkoda, że nie pojawia się nic o antykoncepcji. Zgodnie z tym, co uczono nas na Uniwersytecie Warszawskim w Iranie więcej kobiet używa pigułek niż w Polsce. Nie wiem czy to prawda, ale w blogach coś o tym powinno być, ale może to nie pasuje do wizji autorki. Max Cegielski
|
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...
Typowy Arab - Jaki j...
Araby faceci - Araby faceci chodzą co...