|

Kompleks jaskiń Ali Sadr jest według Irańczyków największą atrakcją turystyczną na zachodzie kraju. Oprócz tego jest jednym z największych placów budowy. Jaskinie odkryto zaledwie 46 lat temu w miejscu pozbawionym jakiejkolwiek infrastruktury – wszystko powstaje więc od podstaw. Wybudowano już wygodną drogę dojazdową, jak grzyby po deszczu powstają hotele, restauracje, sklepy i całe wioski stawiane tylko i wyłącznie na potrzeby zwiększającej się rokrocznie liczby odwiedzających.
Do Ali Sadr dotarliśmy z Mirkiem taksówką z Hamadanu – to najbezpieczniejszy sposób, jeśli chce się wrócić tego samego dnia. Częste połączenia autobusowe są bowiem jedynie w piątki, kiedy tłumy Irańczyków przybywają ujrzeć podziemne cuda natury. W pozostałe dni tygodnia kursuje zaledwie jeden autobus; wyrusza z Hamadanu późnym popołudniem, a wraca bladym świtem następnego dnia. Nocleg w Ali Sadr nie należy zaś do najtańszych... Przyjechaliśmy we środę koło południa, chcąc uniknąć ścisku. Nie wiem jak wyglądają tu piątki, ale chyba nie chcę wiedzieć. Kolejka do kasy biletowej ciągnęła się na jakieś dwie godziny stania. Dodatkowo o 13 zaplanowano godzinną przerwę na rozładowanie ludzkiego zatoru, który powstał wewnątrz jaskiniowego kompleksu. Szykował się długi dzień... Nie zdążyliśmy nawet zacząć konwersacji z miłymi studentkami stojącymi przed nami, kiedy podszedł do nas tutejszy strażnik. Chwilę potem w towarzystwie sympatycznej angielskojęzycznej przewodniczki staliśmy przy kasie płacąc za wejściówki. Bez kolejki! Do każdych czterech zakupionych biletów dołączają tu lokalny wyrób – tym razem były to gliniane wazony zdobione zdjęciami z wnętrza jaskiń. Z naszymi dwoma biletami dostaliśmy dwa wazony... I jeszcze jedno – Ali Sadr to chyba jedyne miejsce w Iranie, gdzie ceny biletów dla Irańczyków i obcokrajowców są takie same! Od razu polubiłem to miejsce... Po krótkiej lekcji historii i dłuższej pogawędce o wszystkim i niczym, Masume przekazała nas w ręce kolejnego strażnika. Wraz z nim wkroczyliśmy do podziemnego świata natrafiając z miejsca na długi wąż oczekujących ludzi. Kolejna godzina oczekiwania trwała jakieś siedem minut. Przeprowadzono nas pomiędzy Irańczykami i wpakowano prosto do odpływającej już łodzi. Z jednej strony poczułem się trochę jak prezydent, choć to porównanie nie jest obecnie na czasie. Z drugiej strony widok dzieci i kobiet cierpliwie stojących (bo nie ma gdzie usiąść) i czekających na swą kolej, podczas gdy bezwstydni “choredżi” przepychają się do przodu nie jest najprzyjemniejszym odczuciem. Miłe i zawstydzające zarazem... 
Jaskinie Ali Sadr są jednym z największych podziemnych kompleksów w Azji, do dziś nie zostały do końca zbadane. Zostały odkryte przypadowo w 1960 r. przez wieśniaka poszukującego zagubionej owcy. Wycieczka trwa prawie dwie godziny, zaczyna się i kończy 20-minutową przejażdżką łodziami po podziemnych jeziorach i rzekach. Niewielkie łódki powiązane ze sobą linami po trzy, cztery sztuki ciągnięte są przez dziarskich mężczyzn na wodnych rowerach. Woda jest chłodna, temperatura sięga zaledwie 12 stopni. Dochodząca do 14 metrów głębokość nie zachęcała do wyskoczenia z łodzi. W mijanych salach irański przewodnik pokazywał kolejne formy skalne i dorabiał do nich historię – a to kazał widzieć wielbłąda, a to Rachsza, rumaka perskiego bohatera Rustama, a to znowu twarz imama Alego. Jaka jaskinia, takie opowieści. Pojedyncze ciekawe formy skalne podświetlono kolorowymi reflektorami. Kiczowato i całkiem ładnie. Do czasu, gdy światło zgasło... To dziwne wrażenie być gdzieś głęboko pod ziemią, w chłodnym i wilgotnym powietrzu wsłuchiwać się jedynie w plusk wody. Wyobraźnia płata wtedy figle. Nie wiem, czy to tradycyjny sposób na zwiększenie atrakcji dla turystów, czy tylko wypadek przy pracy, ale faktycznie tych dziesięciu minut w kompletnych ciemnościach we wnętrzu ziemi nie da się zapomnieć. Dopłynąwszy do brzegu wyruszyliśmy w drogę do największej sali, której sklepienie wznosi się na 40 metrów. Wchodziliśmy po wielu stopniach na szczyt stojącej pośrodku sali “wyspy”, gdzie sprytnie umieszczono niewielki barek. Dla spragnionych po wspinaczce nawet zaporowe ceny nie są straszne. Atmosferę uzupełniały rozstawione wokół palmy w doniczkach i rozwieszone wszędzie świąteczne lampki połyskujące różnokolorowymi światełkami. Widziałem już ładniejsze jaskinie, ale i ta irańska miała swój urok. Choć pod względem bogactwa form, piękna stalaktytów i różnorodności barw daleko jej do libańskiej Jetta Grotto, warto tu zajrzeć. I mam tylko nadzieję, że napływ zachodnich turystów nie spowoduje zaniku tej specyficznej formy irańskiej gościnności, jakiej doświadczyliśmy.
|
Irak
czesc jestem Polka mieszkam na stale ...
Seks w islamie
link:http://www.officialcapitalsjers...
IX Dni Arabskie w Ło...
Ciekawe spotkanie rowniez w Warszawie...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie - cd - W Warszawie ...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie o rewolucji arabski...