|
„W Iranie są dwie szczególne wioski. Wioski wpisane na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Wioski konkurujące o miano najpiękniejszej: Masule i Abijane.” W Masule byliśmy z panem Heniem ostatnim razem, teraz pora odwiedzić Abijane…
Abijane najpiękniej wygląda w promieniach zachodzącego słońca. Domy zbudowane z wypalanej na słońcu cegły i pokrywane miejscową gliną mają barwę ochry. Tym intensywniejszą, im czerwieńsze robi się słońce. Wznoszą się na zbocza nagiej góry Karkas, niekiedy podobnie jak w Masule, jedne na drugich. Abijane jest górską oazą – wszechogarniająca pustka dookoła i kłująca w oczy zieleń w sercu wioski. Liściaste drzewa to życie, otaczający je surowy krajobraz to śmierć, między nimi w mieniącym się czerwienią domu mieszka Fereszte. Jej mąż pracuje w Kaszanie, przyjeżdża czasem na weekendy. Ona zajmuje się domem i trojgiem dzieci. Ma piękny dom, z niewielkimi okienkami i wymyślnym drewnianym balkonem zawieszonym nad wąską uliczką. Wiele domostw ma tu takie balkony, ale ten był nadzwyczajnej urody, wsparty na starych, żebrowanych belkach, z dachem przytrzymywanym przez dwie masywne drewniane kolumny i balustradą w ukośną, ażurową szachownicę. To właśnie ze względu na ten balkon zapukaliśmy wraz z Mirkiem do domu Fereszte. A ona otworzyła nam drzwi ubrana w tradycyjny, miejscowy biały hedżab w czerwone róże, cała w kwiatach. Krocząc po wąskich uliczkach Abijane, wspinając się w górę, przechodząc w podcieniu balkonów i sklepionych przejść odnaleźliśmy jedyną tu restaurację. Kebab z kurczaka, herbatę oraz ghalijun (fajkę wodną) podano nam – jakżeby inaczej – na balkonie. Warto tu przyjechać choćby dla tych kilku chwil. W Abijane jest jeden hotel. A raczej kwatera. Ma cztery pokoje, w tym dwa bez okien. W ładnym, zwykłym wiejskim domu, tak jak żyją tutejsi mieszkańcy, bez wygód. Ale wygody nie są potrzebne. Wraz z zachodem słońca, wioska pogrąża się w ciszy. O dziesiątej śpią już wszyscy. Nocny spacer po wymarłej wiosce skąpanej w świetle księżyca to niezapomniane przeżycie. Dopóki nie zgubiliśmy drogi… Abijane leży zaledwie 82 km od Kaszanu, ale dostać się tu nie jest łatwo. Można podjechać minibusem jadącym z Kaszanu do Natanz i wysiąść po drodze, do przejścia zostaną jakieś 22 kilometry, chyba że uda się złapać okazję. Z Kaszanu wyjeżdżają podobno bezpośrednie minibusy do Abijane, ale nawet miejscowi nie znają dokładnie czasu i miejsca odjazdu. Zawsze pozostaje jeszcze taksówka… A poza uroczą wioską można tam jeszcze zobaczyć dwa XIV-wieczne mauzolea, meczet z pięknym, drewnianym, malowanym sufitem i pozostałości dwóch zamków wyżej na wzgórzach. W Abijane nie da się spędzić całego urlopu, ale wystarczy tylko jedna noc, żeby na zawsze pozostało w naszej pamięci.
|
Irak
czesc jestem Polka mieszkam na stale ...
Seks w islamie
link:http://www.officialcapitalsjers...
IX Dni Arabskie w Ło...
Ciekawe spotkanie rowniez w Warszawie...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie - cd - W Warszawie ...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie o rewolucji arabski...