
W zamieszczonej na okładce książki recenzji z
The Spectatora czytamy: „Saga rodzinna, katalog urodzin i ślubów, opowieść, w której wszechwiedzący narrator zagląda w myśli bohaterów, ale powstrzymuje się od komentarzy. Seierstad ogranicza się do opisywania tego, co widzi, a każdy szczegół jest całkowicie przekonujący”. Czy rzeczywiście?
Norweska dziennikarka Asne Seierstad bardzo głęboko weszła w temat. Założenie było takie: spędzić kilka miesięcy w domu pewnej afgańskiej rodziny, rodziny nie do końca typowej. Jej głową jest Sułtan Chan, tytułowy księgarz, prowadzący kilka księgarni i sklepów w Kabulu, człowiek wykształcony i majętny, ziejący nienawiścią do reżimu Talibów oraz darzący wręcz nabożną czcią arcydzieła literatury afgańskiej i perskiej. Wielokrotnie ryzykował więzieniem wystawiając w księgarni pozycje zakazane przez władze; książki rekwirowano, palono, niszczono, a wyobrażenia istot żywych (zakazane w islamie) zamazywano czarnym tuszem. Mimo to za półkami, pod ladą czy u przyjaciół udało mu się przechować najcenniejsze dzieła przez okres największych represji. Dlatego właśnie jego Seierstad wybrała na bohatera swojej książki. Wydawać by się mogło, że doskonały materiał na postać pozytywną. A jednak przedstawiony na tle swej rodziny Sułtan Chan okazuje się najbardziej szablonowym typem męża, syna i ojca, jakim w świadomości powszechnej może być Afgańczyk czy mówiąc prościej – muzułmanin. W domu zaprowadza rządy twardej ręki, gdzie nie tylko kobiety (czego można było oczekiwać), ale także jego synowie i siostrzeńcy nie mają prawa głosu. Rządzi przez szantaż, terror i zastraszenie. Gdy w wieku około 50 lat nudzi się pierwszą żoną, dochodzi do wniosku, że nadszedł czas, by ożenić się z drugą, o połowę od niego młodszą Soniją. Sam wykształcony, inżynier zabrania się kształcić własnym synom, każąc im prowadzić jego księgarnie. Podobnie z siostrami – one także mają nikłe szanse na edukację, choć ambicje mają duże. Bezlitośnie rozprawia się ze złodziejem, który podkradał z jego sklepu kartki pocztowe, by wyżywić liczną rodzinę.
I tak mogłaby się skończyć ta recenzja, gdyby chodziło o sztampową książkę, której celem jest pokazanie, jacy źli są muzułmanie i jak bardzo gnębią swoje kobiety. Tyle że Asne Seierstad nie napisała łzawego melodramatu muzułmańskiego, od jakich ostatnio roi się na rynku wydawniczym. Napisała naprawdę niezłą książkę. Tyle czy rzeczywiście obiektywną? Wydawać by się mogło, że taka afgańska saga rodzinna pokaże nam niezwykły koloryt, a odmienność zwyczajów i tradycji zostanie wyjaśniona przez narratora, który przecież był naocznym świadkiem większości wydarzeń. Tymczasem prawie wszystkie opisane historie naznaczone są jakąś tragedią. Trudno więc zachwycać się tu egzotyką, gdy wszystko podszyte jest dramatem. Niby można by powiedzieć, że historie członków rodziny Sułtana Chana same się opowiadają, że dziennikarka tylko opisuje to, co widzi i słyszy. Ale to nieprawda. Opinie Asne Seierstad są słyszalne aż nazbyt wyraźnie. Dokładnie wiemy, po czyjej stronie jest jej sympatia, kogo gani, kogo jej żal, kogo potępia. Ma bardzo dobry warsztat dziennikarski. Doskonale wie, iż czytelnik odpowiednio odczyta jej przesłanie. A jest to przesłanie zachodniej kobiety, która widzi, jak traktuje się kobiety w Afganistanie i której się to nie podoba. Nie podoba jej się to do tego stopnia, że nawet scena przygotowań panny młodej do zaślubin – nota bene Szakila była później zadowolona z ożenku – jest pokazana z pewnym niesmakiem przez krytykę tandetnych kosmetyków, makijażu i ubrania. A co w tym złego, że panna młoda się stroi? Chyba to normalne… Nienormalne tylko, że później na ten pieczołowicie wypracowany strój i fryzurę musi zarzucić burkę…
I jeszcze jedna refleksja: trudno chyba opisać dzisiaj typową rodzinę afgańską, która by kultywowała wielowiekowe tradycje, a tym samym dała nam możliwość ujrzenia tego, jak kiedyś układały się relacje rodzinne i społeczne. Najpierw bowiem tą tradycją zachwiał Związek Radziecki, powodując rewolucję w systemie wartości, a potem z kolei tradycję, chyba jednak nową i zgoła odmienną, siłą narzucili fundamentaliści. I nie tylko kobietom trudno się odnaleźć w tym nowym, „wolnym” Afganistanie, ale także mężczyznom. Seierstad pisze dużo o ambicjach afgańskich kobiet, o ich głodzie wiedzy, o nienawiści do burki. Trzeba mieć tylko nadzieję, że same odnajdą drogę do samorealizacji, a nie zostanie im znowu narzucony kolejny system wartości, tym razem zachodnich…
A. Seierstad, Księgarz z Kabulu, W.A.B. Warszawa 2005.
Irak
czesc jestem Polka mieszkam na stale ...
Seks w islamie
link:http://www.officialcapitalsjers...
IX Dni Arabskie w Ło...
Ciekawe spotkanie rowniez w Warszawie...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie - cd - W Warszawie ...
Tawakkul Karman - pi...
Ciekawe spotkanie o rewolucji arabski...