„Półksiężyc” Diany Abu-Jaber może się na pierwszy rzut oka wydawać ckliwą powieścią romantyczną dla kobiet, z możliwie najbardziej okrojoną fabułą. Nie jest to jednak do końca prawda. O ile akcja rzeczywiście nie obfituje w zbyt wiele wydarzeń, o tyle porusza ona nie tylko wątek miłości dwojga ludzi, ale i poszukiwania siebie. Główna bohaterka, trzydziestodziewięcioletnia Sirine, spotykała już na swej drodze mężczyzn, ale to dopiero Hanif wzbudza w niej tak silne uczucie i budzi pytania o jej pochodzenie. Bowiem Han to emigrant z Iraku, a Sirine to pół-Irakijka, pół-Amerykanka. I dlatego właśnie to nie jest zwyczajna miłość.
Zresztą nie tylko oni mają problemy związane ze swoją ojczyzną. Książka ukazuje studentów arabskiego pochodzenia, którzy czują się zagubieni w Ameryce. Snują się przygnębieni w świecie, w którym nie ma miejsca na wielogodzinne rozmowy nad herbatą czy kawą. Czytelnik podświadomie utożsamia się bardziej z wartościami dobrych, łagodnych Arabów niż zabieganych, pustych Amerykanów. Zważywszy na obecny powszechnie wrogi stosunek do Arabów w mediach i nie tylko, jest to interesujące spojrzenie na problem.
Irak, czy też świat arabski, jest jakby mimo woli wciąż obecny pomiędzy zakochanymi bohaterami. Hanif wykłada literaturę arabską, Sirine pracuje w libańskiej restauracji. Uczynienie głównej bohaterki szefową kuchni było strzałem w dziesiątkę-w tej książce namiętność i emocje mieszają się ze smakiem baklawy czy freke, a jest to zarazem tak pociągające i apetyczne, iż w istocie nie radzę czytać „Półksiężyca” o pustym żołądku.
Podobnie nie radzę zrażać się do książki po jej pierwszych stronach-ciągnie się tam w nieskończoność irytująca atmosfera przeświadczenia, że tej parze MUSI się udać, a wszystko wokół śpiewa im to wprost do ucha. Na szczęście po pierwszych stu stronach powieść się nie kończy i jej akcja rozwija się w coś zdecydowanie ciekawszego. Po drodze zaplątał się w nią i iście szelmowski poeta Aziz, i trochę zdziwaczały fotograf Nathan. Jest także przecudny wuj Sirine (a właściwie stryj), który nadaje fabule zarówno lekkiego komizmu jak i metaforycznego sensu. Bo wuj Sirine to typowo arabski bajarz, którego opowieść zdaje się nie mieć końca. Ale ma ona na pewno duże znaczenie-wpleciona w normalną akcję komentuje ją i zmusza do refleksji.
„Półksiężyc” to powieść trudna i łatwa zarazem. Doskonale nadająca się do wieczornej lektury nad kubkiem herbaty-gdy szuka się i relaksu, i zadumy.
***
Diana Abu-Jaber, Półksiężyc, Zysk i S-ka, Warszawa 2005.
Obraz Jezusa w Koran...
świetna, warto
Typowy Arab - Jaki j...
*** - Znam ( swoja byłą nauczycielkę ...
Typowy Arab - Jaki j...
Typowy Arab - Jaki j...
;( - Gdyby było tak w Chrześcijaństwi...
Typowy Arab - Jaki j...
Araby faceci - Araby faceci chodzą co...