Strona Główna
J.Keay, Sowing the Wind - recenzja Drukuj
Janusz Danecki   
sobota, 30/07/2005
J.Keay, Sowing the Wind. The Mismanagement of the Middle EastRzadko bywa, by jakiś naród był skłonny do samokrytycznej oceny własnej historii. Do nielicznych wyjątków należą Anglicy, którzy do rozpuku potrafią śmiać się z samych siebie - z własnych przywar, swojej nietolerancji, rasizmu, nieznajomości języków obcych i wielu innych niedoskonałości. I nic na tym nie tracą. Książka Johna Keaya należy do takich dzieł, choć nie o wyśmiewanie przywar tu chodzi, lecz o krytykę brytyjskiej polityki bliskowschodniej, pokazanie jej niekonsekwencji, a często wręcz bezmyślności, a tej nie brakowało w brytyjskim zaangażowaniu na Bliskim Wschodzie.

Uroku książce dodaje to, że meandry polityki bliskowschodniej ukazano przez sylwetki wybitnych postaci. Przez książkę przewijają się wielkie osobowości jak chociażby T.E. Lawrence „z Arabii”, czy Gertruda Bell (1868-1926), i to nie tylko jako uczestnicy bliskowschodniej sceny politycznej, ale jako żywi ludzi ze swoimi namiętnościami, tragediami życiowymi i codziennymi problemami. Nawet politycy są w książce Keaya zwykłymi ludźmi, a nie kukłami o określonych poglądach politycznych. Dołączone do książki zdjęcia również zostały dobrane tak, by oddać tę osobistą nutkę. Na jednej pojawia się sławna międzywojenna pisarka, ale przede wszystkim bliskowschodnia podróżniczka, Rosita Forbes (1890 lub, jak to kobieta, 1893 i 1895-1967) we frywolnej pozie. Dziś zapomniana, ale wtedy była bohaterką kolorowych pism. Podróżowała po Bliskim Wschodzie przebrana za czerkieską muzułmankę, spotykała się z wybitnymi politykami, a wszystko skrzętnie opisywała i obfotografowywała.

Personalizacja narracji historycznej jest wielkim atutem książki, która skrzy się humorem, żartami i licznymi anegdotami. Żadna słabostka brytyjskich administratorów im polityków nie zostanie niezauważona. Ba, nawet wielcy teoretycy, jak na przykład George Antonius, pojawiają się nie tylko jako uczeni, ale również jako uczestnicy historii. Nie odbiera to jednak dziełu wartości akademickich, bo jest to też doskonała synteza dziejów Bliskiego Wschodu + kolejny etap rozwoju wielkiej szkoły Alberta Houraniego w oksfordzkim St Anthony’s College.

Dzieje brytyjskiej obecności w tytułowym okresie 1900-1960 autor dzieli na cztery etapy: 1900-1918, 1918-1936, 1936-1945 i 1945-1960. Każdy z nich cechuje pewna określona polityka brytyjska - od odważnego wejścia i organizowania politycznego podziałów na Bliskim Wschodzie po zakończenie meczu. Znów zabawny tytuł: Koniec gry (Game up).

Najpoważniejszym problemem, w którym odbijały się wszystkie niepowodzenia i niedociągnięcia brytyjskiej polityki bliskowschodniej, jest oczywiście sprawa palestyńska. Odzwierciedla ona, zdaniem Keaya, cały oportunizm i niezdecydowanie polityki brytyjskiej ulegającej wszystkim - zarówno syjonistom jak i Arabom, a to musiało doprowadzić do nieszczęścia. Niepostrzeżenie marginalny problem polityki bliskowschodniej - bo przecież trudno zestawiać kłopoty administrowania Egiptem czy Irakiem z lokalnym palestyńskim problemem - przerodził się w katastrofę. Ostatecznie to właśnie problem palestyński przyczynił się do rezygnacji Anglików z Bliskiego Wschodu i to on do dnia dzisiejszego wpływa na politykę globalną. Trudno mówić o światowym terroryzmie, nie biorąc pod uwagę Palestyny. Keay próbuje być bezstronny w swojej prezentacji problematyki arabsko-żydowskiej. Zupełnie mu się to nie udaje, bo krytyka polityki brytyjskiej wobec Bliskiego Wschodu musi być zarazem negatywną oceną przyjętej przez Wielką Brytanię opcji żydowskiej.

Lata 1956-1960 oznaczają zmianę warty na Bliskim Wschodzie. Jest to bowiem okres zaangażowania Stanów Zjednoczonych i dalszego i ostatecznego wycofywania się Wielkiej Brytanii oraz Francji. Jest to jednocześnie zmiana typu zaangażowania. O ile poprzednio obecność obca na Bliskim Wschodzie była gwarantowana międzynarodowymi układami, o tyle teraz Stany Zjednoczone działały zupełnie nieformalnie wspierane jedynie swoją potęgą gospodarczą i militarną oraz zimnowojenną rywalizacją z ZSRR. Rodziła się pewna dwuznaczność: niby USA nie było zaangażowane na Bliskim Wschodzie, a w rzeczywistości wywierały olbrzymi wpływ na politykę tego rejonu świata. Ale metody były inne: przede wszystkim zaczęto uciekać się do różnego typu nacisków - dyplomatycznych i gospodarczych; interwencja militarna na razie nie wchodziła w grę. Jedynie tajne operacje stały się domeną działań amerykańskich.

Jej początek - obalenie irańskich rządów Mosaddegha w 1953 roku - oznaczał przejmowanie przez Amerykanów kontroli nad ropą naftową Bliskiego Wschodu. Nad tą samą ropą, której wydobycie na Bliskim Wschodzie rozpoczęło się po to, by uniezależnić Europę od amerykańskich dostaw w początkach XX wieku.

Majstersztykiem pracy dziennikarskiej i historycznej jest opowieść o odchodzeniu Brytyjczyków z Egiptu i przejmowaniu inicjatywy w tym rejonie przez Amerykanów i Rosjan. W tle wydarzeń pojawiają się postacie słynnych amerykańskich szpiegów - Kima Roosevelta i Milesa Copelanda, brytyjskiego dowódcy arabskiego legionu w Jordanii Glubba Pashy. Ponad nimi wszystkimi jak żywi decyzje podejmują królowie, prezydenci i premierzy: Husajn, Abd an-Nasir, a przede wszystkim zdezorientowany premier brytyjski Anthony Eden. Tę scenę zamyka 90-minutowe przemówienie prezydenta Egiptu Abd an-Nasira ogłaszającego nacjonalizację Kanału Sueskiego. Potem już tylko trójstronna brytyjsko-francusko-izraelska agresja na Egipt i rzeczywiste zakończenie dominacji Wielkiej Brytanii na Bliskim Wschodzie.

Chwała Bogu, że autor nie pozostawia czytelnika w środku wydarzeń w latach 50-tych i 60-tych, ale dopisuje epilog. Jest to podsumowanie, którego ostatni podrozdział nosi tytuł Ground to Zero. Oczywiście chodzi o tragedię 11 września 2001, której pozostałością został Ground Zero w Nowym Jorku. Ale zarazem J. Keay odnosi się do procesu pokojowego, który w czasie, gdy pisał swoją książkę zamarł ó has ground to zero. Chwała Bogu, od czasu napisania książki minęło wiele czasu i wszystko się zmieniło. Proces pokojowy na Bliskim Wschodzie ruszył z miejsca, ospale i powoli, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by nagle tempo uległo przyspieszeniu., John Keay nie tylko urozmaica swoje dzieło ciekawą narracją, ale do tego jeszcze bawi się językiem. Stosowana przez „Economista” moda na żarty językowe w tytułach (przejęta u nas przez „Gazetę Wyborczą”) w tej książce przeniesiona została do całego tekstu.

Pomysł kolonializowania obcego świata i narzucanie mu rozwiązań pochodzących z państw kolonializujących musi być skazany na niepowodzenie. I to nie tylko w formie zaproponowanej przez Brytyjczyków i Francuzów w XIX i XX wieku, ale również w tej, jaką Stany Zjednoczone stosują w XXI wieku. Przejęcie roli jedynego supermocarstwa spowodowało odejście USA od zakulisowej polityki wykorzystującej naciski i działania tajnych służb na rzecz bezpośredniej interwencji militarnej. Rodzi się pytanie, czy nie jest to zapowiedź klęski takiej jak w Wietnamie. „Kto sieje wiatr...” - powiada John Keay o Brytyjczykach. Ale Amerykanów też nie oszczędza. Może zresztą nie ma racji, i a nuż zrodzi się nadzieja, że podobnie jak w Wietnamie państwa Bliskiego Wschodu będą się rozwijały zgodnie z pierwotnym zamysłem ich obywateli. No, ale na pewno nie wcześniej niż za trzydzieści lat z okładem.

***
John Keay, Sowing the Wind. The Mismanagement of the Middle East 1900-1960, John Murray, London 2003, s. 506.

Niniejsza recenzja pochodzi z czasopisma "Bliski Wschód. Społeczeństwa - Polityka - Tradycje" nr 2 (2) 2005.
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo
© 2004 - 2012 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej