Strona Główna
'Cywilizacja Zachodu a problem dostrzegania odmienności kulturowych w islamie i hinduizmie' - recenz Drukuj
sobota, 14/02/2004
Ewa Kopyt, Cywilizacja Zachodu a problem postrzegania odmienności kulturowych w islamie i hinduizmiePrzełom XX oraz XXI wieku przyniósł światu wiele niespodzianek. Wydarzenia związane z rozpadem Bloku Wschodniego oraz powstanie nowego układu sił stworzyły całkiem nową sytuację na świecie. Książka Ewy Kopyt – „Cywilizacja Zachodu a problem postrzegania odmienności kulturowych w islamie i hinduizmie” jest jedną z licznych, współczesnych publikacji, próbujących dokonać analizy relacji międzykulturowych. Autorka stara się przedstawić wpływ różnic kulturowych na stosunki międzynarodowe.
W pozycji omówione zostały relacje między hinduizmem i islamem a cywilizacją Zachodu pod kątem wzajemnych korelacji wypływających z odmiennego postrzegania rzeczywistości. Książka jest próbą naświetlenia pewnych aspektów kultury islamu i hinduizmu. Autorka stawia tezę, iż hinduizm jest pozytywnie postrzegany przez cywilizację zachodnią, podczas gdy islam ma na Zachodzie wielu wrogów, a jego wizerunek jest bardzo często negatywny. Pozycja stanowi próbę udowodnienia, że założenia hinduizmu są bardziej okrutne i bezwzględne dla człowieka i oczywiście obce cywilizacji Zachodu. Islam natomiast, jest religią humanizmu, a zarzuty wysuwane przez Zachód bezpodstawne.

Mimo iż założenia publikacji są interesujące i oryginalne, to niestety autorka potraktowała temat powierzchownie, analiza problemu jest niepełna, a przez to nie daje pełnego obrazu sytuacji. Trudno jednak oczekiwać po książeczce liczącej sobie około 90 stron wszechstronnego i drobiazgowego podejścia do tematu.

W rozdziale pierwszym autorka próbuje przedstawić założenia filozoficzno- religijne islamu, hinduizmu oraz cywilizacji Zachodu. Omówienie ich w trzech krótkich rozdziałach zawsze stwarza ryzyko niepełnego przedstawienia tematu. Mimo to można się wystrzec błędów, które podważają wiarygodność wygłaszanych opinii. Autorka pisze: „Chrześcijaństwo przybyło tam (na subkontynent – AC) w IV lub I w n.e. i mimo poparcia Anglików oraz Portugalczyków obejmuje tylko 2% mieszkańców Indii...” - W IV w. czy I wieku, a może współcześnie? Poza tym ekspansję Europejczyków datuje się od 1448 roku kiedy to Vasco da Gama odkrył drogę morską do Indii. Pierwsze ślady chrześcijaństwa w Indiach datuje się na ok. II wiek n.e., a religia ta do czasu ekspansji europejskiej – przełom XV/XVI wieku, traktowana była na takich zasadach, jak gdyby była jedną z kast hinduskich. Dominacja europejska zmieniła w pewnym sensie sytuację, a to, że chrześcijan jest tylu, ilu jest w Indiach (czyli 2%), stanowi odrębną kwestię. Prawdą oczywiście jest, że hinduizm składa się z bardzo wielu, czasami sprzecznych ze sobą wierzeń. Korelacja islamu i hinduizmu jest bardziej skomplikowana niż to opisuje Autorka, a islam na pewno nie przybył do Indii w XI wieku niszcząc hinduskie rzeźby i świątynie. Oddawanie czci Mahometowi było wśród Hindusów incydentalne (oczywiście istnieją różne heterodoksyjne sekty – co stanowi specyfikę hinduizmu, częściej niż kult Mahometa zdarzają się pielgrzymki do grobów tych samych sufickich mędrców. Jest to zresztą wynikiem po pierwsze współistnienia tych religii ze sobą od wieków, a po drugie tego, że islam szczególnie w warstwach uboższych bywał przyjmowany bardzo powierzchownie). Pojawienie się islamu na Subkontynencie było procesem długim i skomplikowanym. Począwszy od najazdów muzułmanów na Sind w VII/VIII wieku poprzez pokojowe i handlowe kontakty z kupcami arabskimi od VII wieku, następnie przez najazd Mahmuda z Ghazni (X), utworzenie sułtanatu delhijskiego oraz konsekwencje z tym związane. Na końcu podbój Indii przez Babura, potomka Timura Kulawego i Dżyngis Chana i powstanie dynastii Wielkich Mogołów.

Rozdział drugi – „Kwestie odmienności kulturowej: główne prądy i obyczaje w islamie i hinduizmie” - Autorka poświęciła założeniom religijnym hinduizmu oraz islamu. Pojawiające się nieścisłości dotyczące bardzo ważnych aspektów zniekształcają jednak obraz sytuacji i mimo niewątpliwie dobrych chęci Autorki podważają wiarygodność tez zawartych w publikacji.

Spośród rzucających się w oczy potknięć należy wytknąć potraktowanie sufizmu jako jednego z odłamów islamu stawiając go na równi z doktryną szyicką i sunnicką oraz przedstawienie synkretycznego ugrupowania jazydów jako czcicieli diabła. Nie można pominąć również milczeniem fragmentu na temat „dżihadu” – w którym pojawia się kompletny brak zrozumienia tego problemu.

Uproszczone interpretowanie pojęć przy nawet najszczerszych założeniach pozbawia publikację wartości naukowej. Autorka pisze: W rodzinie muzułmańskiej ważne są przede wszystkim dwa aspekty. Pierwszym jest patriarchat, drugim zaś indywidualizm, co oznacza, że głowa rodziny, a więc ojciec, a nie ród czy plemię jest właścicielem dóbr. A tymczasem własność w tamtejszym kręgu kulturowym obwarowana jest wieloma zależnościami np. zwykle istnieje rozdzielność majątkowa między mężem a żoną. Majątek żony stanowi jej własność prywatną.

Pozostałe fragmenty rozdziału pozostawiają wiele do życzenia. „Pomimo nacisków zewnętrznych i silnych więzów ekonomicznych z Zachodem, sposób życia mieszkańców państw cywilizacji islamu nie odbiega bardzo od tego sprzed wieków”. Odnoszę wrażenie, że Autorka ucieka się do przesadnej generalizacji. Oczywiście, część wyznawców islamu rzeczywiście optuje za niezmiennością pewnych praw wynikających z Koranu, ale zapewniam Autorkę, że islam ewoluuje tak samo jak wszystko na świecie, a sposób życia zmienił się radykalnie.

Następnie w publikacji zostaje poruszony problem hiduizmu. Ewa Kopyt szeroko omawia i komentuje hinduski segmentarny podział społeczeństwa leżący u podstaw porządku społecznego w Indiach, ściślej, związany z kwestią chyba najważniejszą dla Hindusa, czyli czystością rytualną. Porządek kastowy od wieków stanowił rodzaj zależności rytualno–zawodowej. Okres protektoratu brytyjskiego stał się początkiem przemian społecznych, których konsekwencje widoczne są w Indiach do dzisiaj. Oczywiście Indie borykają się z wieloma problemami, w tym o podłożu ekonomicznym. Jest to kraj bardzo różnorodny i jego jednoznaczna ocena zawsze jest ryzykowna. Założenia filozoficzno–religijne hinduizmu są niewątpliwie odmienne od chrześcijaństwa i islamu. Inny natomiast stosunek np. do śmierci determinuje podejście do problemu związanego z kastami. Kwestię tego, jak ten system przystaje do rzeczywistości we współczesnych Indiach pozostawmy hindusom. Zgadzam się, że Zachód bardzo często zachłystuje się różnymi ideami importowanymi z Indii, przyjmując ich powierzchowną formę. Lecz wydaje się, że atrakcyjność hinduizmu jest tak samo wynikiem mody, jak i łatwości przetwarzania jego idei i dostosowywania do zachodniego systemu myślenia. Można uprawiać jogę nie angażując się zbytnio w rytuały hinduskie (oczywiście słuszność tego typu postępowania jest kontrowersyjna niemniej jednak ludzie pochodzący z Zachodu często w ten właśnie sposób traktują idee i wartości azjatyckie). Natomiast przyjmowanie pewnych aspektów religijnych w tej formie jest przez hinduizm tolerowane. Sprawy się komplikują, gdy chodzi o kwestie czystości rytualnej. Naruszenie tego tabu powodują bardzo surowe konsekwencje i zawsze jest przyczyną poważnych komplikacji dla wyznawcy hinduizmu. Skalanie rytualne wymaga bardzo skomplikowanego procesu oczyszczania, którego forma zależna jest oczywiście od stopnia skalania. Nikt nie może się stać hindusem nie rodząc się nim, natomiast można konwertować się na islam czy na chrześcijaństwo. Myślę, że tolerancja nie ma tu nic do rzeczy. Porównywanie dwóch koncepcji filozoficzno religijnych: islamu oraz hinduizmu traci zasadność ze względu na nieprzystawalność do siebie pojęć religijnych omawianych systemów. Racją jest, że hinduizm jest religią cierpienia i to ono stanowi kwintesencję drogi religijnej Hindusa. Celem człowieka jest wyzwolenie się z łańcucha karmy oraz osiągnięcie oświecenia. Zrozumienie filozofii hinduizmu jest bardzo trudne i wymaga wieloletnich badań. Islam natomiast, nam, Europejczykom jest znacznie łatwiej zrozumieć, w końcu posiadamy wspólne korzenie. W książce tezy te owszem są zawarte, lecz sposób ich udowadniania jest nieścisły ze względu na brak wnikliwej analizy tematu, zarówno dotyczącej hinduizmu, jak islamu. Dotykając tak ważnych kwestii nie można pozwolić sobie na stawianie powierzchownych tez bez pokrycia. To jak w mediach obie religie są promowane jest kwestią nie tylko wrogości Zachodu do islamu ale też układu sił na świecie. Poza tym konflikt z islamem Europa prowadzi bez mała od czasu Karola Młota, a negatywny obraz tej religii jest lansowany od długiego czasu i poniekąd zakorzenił się w zachodniej podświadomości. Natomiast Indie są daleko, hinduizm jest bardzo egzotyczny i tym samym paradoksalnie łatwiejszy do zaakceptowania. Poza tym jego zasięg nie wykracza po za Subkontynent oraz część Azji Południowo-Wschodniej, co czyni go tym samym mniej „niebezpiecznym”. Historia Indii okresu kolonializmu zresztą pokazuje, że hindusom (z różnych względów) łatwiej było dostosować się do systemu np. edukacji typu europejskiego.

W następnym rozdziale Autorka podejmuje kwestie praw człowieka w hinduizmie oraz islamie. Rozdział ten pełny jest nieścisłości oraz błędów podważających wszelkie, nawet najlepsze założenia. Po pierwsze mahr – nie nahr; jest przedmałżeńskim darem męża na rzecz żony. Składają się na niego zwykle dobra materialne – chociaż są wyjątki. Po drugie Mahomet nie wprowadził zasłon na twarz.... W Koranie znajdują się sugestie odnośnie skromnego zachowania kobiet i zakrywania swoich wdzięków, lecz noszenie hidżabów ma swoje korzenie nie w islamie, ale w starożytnej Persji i dopiero za pośrednictwem Bizancjum zostało zaadaptowane przez islam. Tak samo kontrowersyjny, jak sama Autorka pisze, jest zwyczaj obrzezania u kobiet. Nie wywodzi się absolutnie z islamu, a z Afryki i to jeszcze z czasów faraonów. Niemniej należy oddać sprawiedliwość Autorce, która stara się udowodnić, że mimo negatywnego obrazu kobiety muzułmańskiej, pojawiającego się często w zachodnich mediach, jej sytuacja wcale nie jest najgorsza. Jest to bardzo szlachetne i godne poparcia przedsięwzięcie, choć merytoryczne błędy pomniejszają wartość wywodu.

Następnie podejmowana jest kwestia praw kobiety w Indiach. Autorka pisze: Wszyscy ludzie w Indiach mają niewiele do powiedzenia w sprawie wyboru partnera. (...) Im dziewczyna jest bielsza, tym jest droższa, bo na ogół w Indiach żonę się kupuje. Aranżowanie małżeństw jest popularne zarówno w kręgu kulturowym hinduizmu, jak i islamu. Tu bowiem kolektywizm, a nie indywidualizm stanowi podstawę społeczeństw. Nie będę rozwodzić się na temat małżeństw z nieletnimi w tradycji hinduskiej – ten sam obyczaj występuje chociażby w muzułmańskim Iranie - oraz kwestii dziedziczenia, prawa do rozwodu, posagu, koncepcji małżeństwa i płodności w hinduizmie. Wszystko, co Autorka pisze o pozycji kobiety w systemie hinduskim jest prawdą. Porównywanie jednak sytuacji kobiety hinduskiej z muzułmanką nie ma sensu, głównie ze względu na całkowicie inną koncepcję filozoficzno–religijną.

Prawdą jest, że według tradycji hinduskiej powtórne zamążpójście wdowy jest prawie niemożliwe. Los wdowy, według naszych kategorii, był rzeczywiście nie do pozazdroszczenia. Autorka publikacji usiłuje analizować obyczaj sati (dosł. „dobra żona” – po śmierci męża żona wstępowała na stos ofiarny razem z nim), praktykowany w niektórych miejscach w Indiach. Zwyczaj ten wywoływał wielkie kontrowersje nie tylko w Europie, ale również na Subkontynencie i nie powinien być tutaj używany jako przykład złego traktowania kobiet, choćby ze względu na swój mały zasięg. Poza tym, kobieta, która decydowała się na sati była po śmierci czczona, budowano jej pomniki, jej szanse na lepsze wcielenie w następnym życiu rosły. Cokolwiek byśmy o tym obyczaju nie sądzili, to związany jest nie tyle z „okrucieństwem” hinduizmu, ale z odmiennym stosunkiem tego ostatniego do życia, a tym samym do śmierci. Prawdą jest, że konstytucja Indii oparta jest na prawie brytyjskim, zakłada równouprawnienie kobiet. Rzeczywistość jednak wygląda nieco inaczej. Co do panny z dzieckiem, która to postrzegana jest w hinduizmie bardzo negatywnie, to w islamie, dla odmiany, sytuacja taka właściwie nie może mieć miejsca. Podobnie wygląda kwestia rozwodu. Zarówno dla kobiety w systemie arabsko-muzułmańskim, jak i w hinduizmie, przeprowadzenie rozwodu jest dość trudne, aczkolwiek możliwe. O tym też Autorka zapomina omawiając złą sytuację kobiety w hinduskim systemie obyczajowym i próbując ją porównać z islamem.

W następnym podrozdziale: „Wpływy różnic kulturowych na stosunki między cywilizacjami”, Autorka pisze: Pierwotna doktryna islamu ma niewiele wspólnego z działaniami fundamentalistów (terrorystów) we współczesnym świecie Jak można pomylić fundamentalizm z terroryzmem? Zaraz potem wspomina, że fundamentalizm nie ma nic wspólnego z "prawdziwymi wyznawcami Proroka" - o kogo tutaj chodzi, bo chyba nie o muzułmanów, którzy wierzą w Boga, zaś przypisywanie Bogu wspólników (nawet jeśli byłby to Prorok - który? w islamie jest ich wielu) jest największym grzechem.

Z kolei w ostatnim rozdziale: „Islam groźniejszy od hinduizmu”, również nie ustrzeżono się pomyłek. Dowiadujemy się, że dżihad jest instytucją, która została stworzona dla obrony islamu przed napływem obcych wartości. Dalej Autorka pisze, że w przypadku rozwodu muzułmanka może zabrać to, co ma na sobie i stąd zwyczaj noszenia przez muzułmanki drogocennej biżuterii – zatem co z wspominanym wcześniej egalitaryzmem, i co w taki razie ze wspominanym wcześniej przez Autorkę mahrem??

Mnie dziwi jedna rzecz omawiając hinduizm i islam w kontekście postrzegania tych systemów społeczno religijnych przez Zachód autorka nie poruszyła najistotniejszej kwestii dotyczącej obrazu w mediach obu religii czyli fundamentalizmu w wydaniu hinduskim opierającym się na działalności organizacji zwanej Raśtriya Swajam Sevak Sangh (RSS) wyrosłej na gruncie idei hiduiwy (koncepcji powstałej w latach 20 XX w. a zakładającej, że tylko hinduizm jest prawdziwym wyznacznikiem indyjskości) a popieranej przez wcale nie mały krąg społeczny w Indiach. Ugrupowaniami będącymi przeszczepem RSS i opierającymi się na jej hasłach są BJS (Jana Sagh) i nie co później powstała VHP, której sekretarzem generalnym został działacz RSS. Dzisiejsza Hinduiwa składa się z trzech członów, a zarządzana jest przez RSS. Na polu politycznym rządzi BJP, a społeczno-religijna aktywność reprezentowana jest przez VHP. Jana Sagh opiera swą działalność na hinduskiej symbolice i tradycji. Przeciwnicy zarzucają jej postawę antymuzułmańską, a nawet faszyzm, na co jej członkowie odpowiadają, że głoszą poglądy i tradycje uznawane przez większość społeczeństwa. Poparcie dla siebie uzyskują ze strony niższej klasy średniej, grupy przemysłowców oraz niektórych posiadaczy ziemskich. Przywódcy tej partii wywodzą się często z kast bramińskich, a głoszą one powrót to dawnych obyczajów i struktur społecznych. Partią, która uzyskała duże oparcie społeczne, jest BJP. Ze względu na zasięg zjawiska i na zamieszanie tego ruchu w częste w Indiach konflikty komunalistyczne (np. sprawa Ayodhii), brak analizy w powyższej publikacji tego problemu czyni początkowe założenia pracy bezsensownymi. Jeżeli ktoś podejmuje się próby polemiki z tezą, że Indie są państwem demokratycznym – to właśnie konflikty na tle komunalistycznym są kwestią kluczową. Porównując sposób postrzegania przez Zachód, hinduizmu oraz islamu, kwestia sposobu pokazywania zjawiska fundamentalizmu w mediach jest bardzo ważna tym bardziej, że bardzo chętnie i dużo się mówi o separatystach z Kaszmiru a trochę mniej o bardziej masowym zjawisku jakim jest hinduiwa.

Nie trudno odnieść wrażenia, że wiele z kwestii zasygnalizowanych w książeczce należałoby rozwinąć i doprecyzować. Lapidarne potraktowanie ich bowiem stwarza wrażenie niezrozumienia omawianej problematyki i mimo najszczerszych chęci Autorki jest nie do przyjęcia dla osób interesujących się omawianymi kręgami kulturowymi.

***
Ewa Kopyt
"Cywilizacja Zachodu a problem postrzegania odmienności kulturowych w islamie i hinduizmie"
Wydawnictwo Adam Marszałek
Toruń 2003
Komentarze
Dodaj nowy Szukaj
Anonimowy   |2010-09-20 04:39:08
cego jest tak duzo
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytuł:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
:angry::0:confused::cheer:B):evil::silly::dry::lol::kiss::D:pinch::(:shock::X:side::):P:unsure::woohoo:
:huh::whistle:;):s:!::?::idea::arrow:
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved."

 

Komentowane

CC logo pp logo
© 2004 - 2012 Arabia.pl MSZ - Departament Współpracy Rozwojowej