Sytuacja chrześcijan na terenie Zachodniego Brzegu, który znajdował się pod zwierzchnictwem jordańskim różniła się trochę od sytuacji chrześcijan w Izraelu. Pierwszym formalnym krokiem regulującym status Zachodniego Brzegu było jordańskie prawo z 1949 r. dotyczące administracji palestyńskiej. Zamierzeniem tego prawa było objaśnienie i wzmocnienie wcześniejszych dekretów dotyczących tego obszaru.
Chrześcijanie od czasów Jezusa byli nieodłączną częścią społeczeństw zamieszkujących Ziemię Świętą. Wnieśli realny i ważny wkład we wszystkie aspekty życia społecznego. Wystarczy wspomnieć o udziale chrześcijan w kształtowaniu się arabskiej cywilizacji, jak również o roli wybitnych chrześcijańskich osobowości w arabskim Odrodzeniu od początku XIX w.
Gdy kamery stacji telewizyjnych z całego świata skupiają swą uwagę na przywódcy bośniackich Serbów Radovanie Karadżiću, mieszkańcy miasta które najbardziej ucierpiało z jego rąk oddają hołd człowiekowi który usiłował odwieść Karadżića i Milosevića od pomysłu budowania jednonarodowego „czystego etnicznie” państwa na terytoriach charakteryzujących się ogromnym zróżnicowaniem etniczny i religijnym.
Stare miasto w Hebronie przypomina twierdzę. Pozamykane sklepy, opustoszałe ulice ogrodzone drutem kolczastym z siatką przysłaniającą niebo. Liczne patrole izraeleskiego wojska i policji, jeżdżące co chwilę na sygnale w kolejny punkt zapalny. Nerwowa atmosfera udziela się wszystkim do niego przybywającym.
Choć wypowiedź rzecznika partii Gulbuddina Hekmatiara o planach ataków na polskie wojska może być zwykłym blefem, o tyle przynajmniej w teorii ma on duże szanse na realizację zamachów. Z wielu powodów.
Trzeba mieć olbrzymią odwagę cywilną i bardzo silny kręgosłup by po wpadce z Hekmatiarem odwiedzić grób Masuda i złożyć hołd legendarnemu przywódcy Sojuszu Północnego. Ktoś inny pewnie wykonałby jakiś gest w kierunku Pasztunów, starał się w jakiś sposób pokazać, że Polska nie tylko popiera rząd centralny Karzaja, nie tylko wspiera członków byłego Sojuszu Północnego, ale jest otwarta na Gilzajów (z tego plemienia, a raczej grupy plemion pochodzi m.in. Hekmatiar i spora część przywódców Talibów), którzy – niestety dla nas – zamieszkują także region stacjonowania polskich wojsk – czyli są zarówno w Ghazni, jak i w Kandaharze. Ewentualnie mógłby także spotkać się, z którymś z liderów Hazarów, którzy stanowią mniej więcej połowę mieszkańców Ghazni.
Ze wzgórz, na których położona jest Shufa, rozpościera się widok zapierający dech w piersiach. W dzień widać Morze Śródziemne, po przeciwnej stronie okolice Nablusu, a przy dobrej widoczności można dojrzeć zarys wzgórz Golan - w nocy migoczą światła wielkich miast: Jerozolimy, Tel Avivu i Hajfy. Cały Izrael i Palestyna na wyciągnięcie ręki, ale to co pod ręką jest niemniej interesujące.
Dr Muhammad Usman został trzecim gubernatorem Ghazni w przeciągu ostatnich kilku miesięcy. Zastąpił Sher Khosti, który z kolei zajął miejsce Fajzanullaha Fajzana. Gdybyśmy cofnęli się jeszcze kilka miesięcy to 18 września 2007 roku stanowisko piastował jeszcze Maradżuddin Patan.
W pierwszej połowie maja Izrael świętował okrągłą rocznicę swojego powstania. Na Bliski Wschód zjechali dawni i obecni przywódcy polityczni, by ogrzać się w blasku jupiterów i wyrazić poparcie dla polityki państwa Izrael. Tuż przed głównymi obchodami przypadającymi na pierwszą połowę maja, spotkałem się z przedstawicielami szeregu izraelskich organizacji, które kontestują politykę własnego kraju wobec Palestyńczyków.
I znów cytat z mistrza ciętej riposty, który wzruszył mnie do łez: „Jako przykłady "pełnych nadziei" początków jeśli chodzi o demokrację Bush wymienił Turcję, Egipt, Afganistan i Irak. - Obserwujemy początki reform od Maroka i Algierii po Jordanię i kraje Zatoki Perskiej. Ameryka docenia wyzwania jakie stoją przed Bliskim Wschodzie, ale docenia też światełko swobód obywatelskich, które zaczyna świecić w tym regionie - mówił prezydent Bush.” – za PAP.
„W swym wystąpieniu w izraelskim parlamencie George W. Bush oświadczył, że nie można prowadzić negocjacji z "terrorystami i radykałami". Bush określił głosy wzywające do negocjacji z terrorystami jako "złudzenie głupca" – tak głosi wczorajsza depesza PAP.
Pewnego dnia zapytałam jednego z żołnierzy: O której zamykacie checkpoint? Checkpoint nigdy nie jest zamykany – odpowiedział. Innego dnia, jeden z naszych wolontariuszy przekraczając checkpoint, został zatrzymany przez jedną z żołnierek - Stój! Dlaczego? – spytał wolontariusz. Bez powodu – odpowiedziała żołnierka.
Po burmistrzu zdeklarowanym homoseksualiście, Londyn będzie miał burmistrza komika…, a przynajmniej byłego komika. „Stary Boris-komik umarł i teraz rodzi się nowy Boris” – mówił w wywiadach po zwycięskich wyborach konserwatysta Boris Johnson. Kilkuprocentowe zwycięstwo zapewniło Johnsonowi ponad milion londyńczyków, którzy w swoich formularzach wyborczych zaznaczyli, że członek Partii Konserwatywnej jest ich pierwszym (42,48%), lub drugim preferowanym kandydatem (53%) na fotel burmistrza.
Marwan jak zwykle spóźniony, tym razem w pięknej koszuli i ogolony... W końcu mogłam pogratulować mu wygranych wyborów w Al Fatah... Jednak, zarzuciwszy nowe ubrania, nie zarzucił starych obowiązków i jak co piątek, ruszyliśmy do wioski Al Masara (okolice Betlejem) na demonstrację przeciw rozbudowie muru.
Ibrahim jest smutny. Nie ma dziś w jego oczach tej co zwykle – spokojnej, rozważnej, dojrzałej – radości, jaką w nich widzę za każdym razem, kiedy go spotykam. Nie ma w nich blasku. Blasku zadowolenia. Być może z faktu, że może porozmawiać z kimś z tej części świata, z kim wcześniej porozmawiać nie miał okazji, a już na pewno nie we własnym języku – nawet jeżeli to fusha [standardowy język arabski w odróżnieniu od dialektu – przyp. red.]. Blasku ciekawości.
Fatima, 23 lata. Młoda nauczycielka angielskiego. 9 Maja tego roku wychodzi za mąż. Na razie mieszka z mamą, tatą i rodzeństwem. Fatima ma 6 sióstr i 2 braci. Najstarsza z nich wita nas w swoim domu herbatą. Na imię ma Saamia. Do domu Saami zaprosiły nas Fatima z mamą, które spotkałyśmy na ulicy wioski Artas, okolice Betlejem.
Z niepokojem przyglądam się ostatnim wydarzeniom na Bliskim Wschodzie. Najpierw przeciek o rozmowach między Hamasem a Izraelem o zawieszeniu broni, następnie dyskusja między Izraelem a Syrią o zwrocie Wzgórz Golan i jednoczesnym wyrzuceniu z Syrii przedstawicieli Hezbollahu. Równolegle wizyta Cartera – w tym rozmowy z Syrią i Hamasem, a dodatkowo pacyfikacja Armii Mahdiego i szyickich bojówek w Iraku.
Aziz ma dwa latka. Siedzi na kolorowym dywaniku rozłożonym na środku małej salki w towarzystwie kilkorga innych dzieci i odzianych w czarne abaje kobiet. Bawi się. Wokół niego zabawki – takie same, jak w Polsce, samochody, piłki do gry, żółwie Ninja. Piękny, słoneczny niedzielny poranek.
Wczorajsze media były pełne komentarzy i dyskusji o tym, jak to się stało, że nie mamy własnych pól naftowych w Iraku. Bardzo rozsądnie brzmiała wypowiedź rzecznika Orlenu o tym, że pól naftowych nie mamy, gdyż się nie staraliśmy by je mieć,ze względu na niestabilną sytuację w Iraku. Jest to jednak tylko część prawdy. Nie tyle się nie staraliśmy, co wprost przeciwnie, staraliśmy się ile sił by tych pól nie dostać. Nasz rząd odrzucał wszystkie inicjatywy irackie zmierzające do zacieśnienia współpracy energetycznej – w tym powołanie polsko-irackiej rady ds. energii.
Derwisz wirujący przed ołtarzem kościoła i śpiewy wielbiące Allaha - to nie oniryczna wizja lecz obraz jaki mogły zobaczyć na własne oczy osoby przybyłe wczoraj do opactwa benedyktyńskiego w Tyńcu pod Krakowem. W prawie tysiącletnich murach klasztoru rozbrzmiewały nie tylko chorały gregoriańskie, które można usłyszeć w tym miejscu na co dzień, ale również instrumenty i śpiewy sufich.
Konflikt palestyńsko-izraelski jest swojego rodzaju poligonem dyplomatycznym. Za sensowną i zaakceptowaną choćby czasowo propozycję pokojowego rozwiązania problemu można dostać Nobla. Mniej więcej co pół roku ogłasza się kolejny super plan, lub konferencję pokojową, by po jakimś czasie szukać nowego rozwiązania. Prowadzenie w takich warunkach wyważonej polityki zagranicznej względem obu stron graniczy z cudem, tym bardziej jeśli jest się jednym z krajów arabskich.
Zwykły dzień. Popołudnie, mówiąc ściśle. Poszedłem do biblioteki, znajdującej się niedaleko akademika, w którym mieszkam. Oprócz książek znaleźć tam można mój dzisiejszy cel – komputery z dostępem do Internetu. Planowałem, korzystając z kilku wolnych chwil, powysyłać znajomym maile, poczytać polską prasę i załatwić przy okazji jeszcze kilka podobnych spraw.
W ramach zaliczenia jednego z przedmiotów mieliśmy do przygotowania ankietę, której celem miało być zbadanie opinii studentów Uniwersytetu Kuwejckiego na wybrany przez nas temat. Projekt ankiety, następnie jej wyniki, opatrzone komentarzem i wnioskami końcowymi, całość, oczywiście w języku arabskim, mieliśmy przedstawić doktorowi w ciągu dwóch tygodni.
Wieś Artas, okolice Betlejem. Jedna z wielu wiosek tego regionu, której spokojne życie zostało poważnie zakłócone obecnością i rozbudową osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu Jordanu. Do problematyki Artas wprowadza nas Muhammad Abu Swai, którego osobista historia jest równie absurdalna i interesująca, co historia miejsca, w którym mieszka.
W poniedziałek 19 marca, izraelscy osadnicy w towarzystwie izraelskiej armii zajęli, położony ponad Starym Miastem w Hebronie, dom należący do Palestyńczyków. Dom ten nosi nazwę „Domu Pokoju” (Beit HaShalom). Kupno domu i zgodność z prawem transakcji jest wciąż niejasna i obie sprawy są obecnie przedmiotem dochodzenia ze strony władz izraelskich.
Wspólny wyjazd ze znajomymi na pustynię ustalać zaczęliśmy już sporo wcześniej. Wycieczka na pustynię okazała się jednak kilkukrotnie niemożliwa ze względu na warunki pogodowe (do niedawna było tu naprawdę zimno – ale czy ktoś o tym wiosną pamięta?) czy wyjazdy ludzi, należących do naszej tzw. „paczki”. Udało się sprawę dopiąć dopiero w ostatnim tygodniu, tak że mogliśmy wczoraj cieszyć się urokami pustyni.
Choć 1 kwietnia i Prima Aprilis jest raczej kojarzony z żartami, to właśnie ten dzień Instytut Spraw Publicznych wybrał na zorganizowanie konferencji poświęconej polityce UE względem krajów basenu Morza Śródziemnego. Była to jedna z lepszych konferencji, w której ostatnio uczestniczyłem.
Od dłuższego czasu nurtuje mnie pytanie o sens naszej obecności militarnej w Afganistanie? Wielu zwolenników tej decyzji używa argumentów obecności w NATO i konieczności wypełniania naszych sojuszniczych zobowiązań. Kompletnie to jednak nie tłumaczy, dlaczego zamiast wysłać np. trenerów szkolących lokalną policję zwiększamy kontyngent żołnierzy.
Jeden z moich nauczycieli filozofii na studiach zwykł mawiać, że Marks ma tyle wspólnego z marksistami, co Kant z kanciarzami. Podobnie można powiedzieć o filmie Geerta Wildersa. Ma on tyle wspólnego z głównym nurtem islamu co nic. Podstawowym zamierzeniem holenderskiego populisty jest bowiem wywołanie zamieszania wokół siebie i swojej partii. Bez tego typu prowokacji jego kariera polityczna byłaby bowiem poważnie zagrożona. W tym sensie tytuł filmu Wildersa „Fitna” (arab., zamieszanie) dobrze oddaje jego zamierzenia.
Podjąwszy się napisania kilku słów o zaletach wyjazdu stypendialnego, wziąłem na siebie trudne zadanie. Trudniejsze, niż się spodziewałem. Uświadamiam sobie to teraz, usiłując napisać pierwszy akapit.
Tak mi wstyd... Powiedziała Sylwia, obserwując checkpoint Gilo o 7:00 rano. Sylwia jest jedną z „Babć”, „Pań Machsom” - jak często nazywają je „tutejsi”. Sylwia należy do licznego już grona izraelskich staruszek dyżurujących, przynajmniej raz w tygodniu, na izraelskich przejściach, izolujących Palestyńczyków nie tylko od Izraela, ale często od ziemi własnej.
Nie da się ukryć, że nie wszystko, co kuwejckie piękne i błyszczące. O niektórych ciemnych stronach Kuwejtu tylko słyszałem, z innymi miałem do czynienia bezpośrednio. Jedną z takich „ciemnych stron” jest bez wątpienia olbrzymi kuwejcki aparat urzędniczy.
Cuda to dobra bardzo rzadkie. Nie zdarzają się na co dzień. Ziemia Święta w przeszłości obfitowała w te dobra jak żadne inne miejsce na ziemi. Od dłuższego czasu jednak los się od niej odwrócił. Szkoda, bo bez cudu amerykański plan doprowadzanie do pokoju w tej części świata do 12 grudnia 2008 z pewnością się nie ziści.
Prezydent Egiptu Hosni Mubarak przebywał w Polsce od poniedziałku. Była to historyczna wizyta - pierwsza od momentu ustanowienia stosunków dwustronnych między naszymi krajami w 1927 roku. Tym razem można powiedzieć, że spotkania przebiegały w normie – czyli w miłej atmosferze i bez większych konkretów. Zupełnie inaczej natomiast przebiegały przygotowania do wizyty. Strona egipska dość otwarcie opowiadała o tym, że do końca nie wiedziała, z kim rozmawiać.
Historia miała miejsce nie dalej niż kilka dni temu. Zaraz po zajęciach postanowiłem pojechać oddać książki, które poprzedniego dnia pożyczyłem od jednego z uniwersyteckich wykładowców, którego biuro znajduje się w dzielnicy Keifan, oddalonej kilka kilometrów od miejsca, w którym mam przyjemność na co dzień przebywać.
Piątek, 9 rano, Betlejem. Czekamy na Marwana… Palestyna – względna wolność, względne prawo, względna godzina… W końcu zjawia się Marwan – uśmiechnięty jak zawsze, z papierosem w ustach wita nas serdecznie. 9:30… Zwykle o tej porze wolontariusze EAPPI rezydujący w Betlejem wspierają swą obecnością piątkową pokojową demonstrację przeciw (roz)budowie muru.
Organizacja reprezentująca interesy belgijskich muzułmanów w kontaktach z rządem, Egzekutywa Muzułmanów Belgii (Exécutif des Musulmans de Belgique - dalej EMB), od początku swych narodzin na przełomie 1998/1999 nie miała dobrej passy. Teraz, po tym, gdy sąd oskarżył członków jej zarządu o nadużycia finansowe, a Minister Sprawiedliwości zakręcił kurek subsydiów jej dalsze funkcjonowanie stoi pod znakiem zapytania.
W ciągu najbliższych trzech miesięcy czytelnicy Arabii.pl mogą spodziewać się relacji z pierwszej ręki z Betlejem. Do otoczonego „murem bezpieczeństwa” miasta narodzin Chrystusa trafiła bowiem kolejna nasza wolontariuszka uczestnicząca w programie EAPPI. To pierwsza osoba wysłana przez nas na Zachodni Brzeg, która została oddelegowana do tego miejsca.
Od 10 lutego w Polsce przebywa dziennikarka Al-Dżaziry. Jeszcze przed przyjazdem złożyła zapytanie i prośbę o możliwość zorganizowania wywiadu z premierem Tuskiem. Niestety do tej pory brak jest odpowiedzi ze strony Kancelarii, a premier prawdopodobnie nie będzie mógł się spotkać.
Od prawie tygodnia tematem przewodnim brytyjskich gazet jest szariat. Wszystko za sprawą Jego Ekscelencji Arcybiskupa Canterbury Rowana Williamsa, który podczas swojego wykładu dla prawników na temat relacji pomiędzy prawem religijnym i cywilnym zastanawiał się nad możliwościami pełniejszej integracji brytyjskich społeczności muzułmańskich dzięki reformom prawa, a dokładniej poprzez wdrożenie niektórych elementów szariatu do systemu prawnego kraju. Na reakcje mediów i polityków nie trzeba było długo czekać.