Jutro rusza demonstracja przeciw budowie meczetu przy Rondzie Zesłańców Syberyjskich. Jej cel jest znany, warto jednak przyjrzeć się powodom. Są one prezentowane w różnych formach na forach i portalach internetowych. Zdecydowałam się na przyjrzenie się komentarzom z portalu petcyje.pl, ze względu na mniejszą (hipotetycznie) anonimowość. Na podstawie wpisów ZA petycją przeciwko budowie[1] można skonstruować kilka typów przeciwników:
Po przeczytaniu krótkiego opisu fabuły myślałam, że będzie to film o tym, że jeśli zrobisz coś złego/niepoprawnego politycznie, to masz do końca życia przerąbane. Ale się pomyliłam. To raczej film o tym, że życiem rządzi przypadek, a ten może nakręcić spiralę nieprzewidywalnych zdarzeń.
Wydawało mi się, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, ale ostatni artykuł w Rzeczpospolitej autorstwa Pani Agnieszki Rybak i Aleksandry Rybińskiej nie pozwala mi pozostać obojętnym i zmusza do odpowiedzi. Nie ukrywam, że Samira Ismaila znam osobiście, podobnie zresztą jak kilku członków FIOE i Ligi Muzułmańskiej. Wielokrotnie spotykałem się z nimi zarówno na gruncie prywatnym, jak i zawodowym. Sprawia to, że mój tekst może być trochę stronniczy, jednak z drugiej strony mogę z tym większym przekonaniem pisać to, co piszę.
Wczoraj z okazji Dni Kultury Kuwejtu odwiedziłem Filharmonię Narodową bez wielkiego przekonania. Koncert zespołu z Kuwejtu sprowadzonego przez Ambasadę, nagłaśniany w bardzo niewielkim stopniu zapowiadał się zwyczajnie. Jednak zwyczajny nie był. Dawno nie widziałem tak naturalnej radości z grania, entuzjazmu i bardzo dobrej muzyki.
Po przeczytaniu komentarzy dotyczących sytuacji w Strefie Gazy na wielu forach arabskich, a także muzułmańskich forach angielskojęzycznych chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami wynikającymi z lektury. Oczywiście jestto stan na dziś, bo nikt nie wie, kiedy i jak zakończy się izraelska okupacja Strefy Gazy.
Ponieważ wszyscy specjaliści, bądź domniemani specjaliści od Pakistanu zajmują się ostatnio wróżeniem z fusów i przyszłością porwanego inżyniera pozwolę sobie na daleko idące dywagacje zgodne z ogólnym kierunkiem mediów:
Choć wypowiedź rzecznika partii Gulbuddina Hekmatiara o planach ataków na polskie wojska może być zwykłym blefem, o tyle przynajmniej w teorii ma on duże szanse na realizację zamachów. Z wielu powodów.
Trzeba mieć olbrzymią odwagę cywilną i bardzo silny kręgosłup by po wpadce z Hekmatiarem odwiedzić grób Masuda i złożyć hołd legendarnemu przywódcy Sojuszu Północnego. Ktoś inny pewnie wykonałby jakiś gest w kierunku Pasztunów, starał się w jakiś sposób pokazać, że Polska nie tylko popiera rząd centralny Karzaja, nie tylko wspiera członków byłego Sojuszu Północnego, ale jest otwarta na Gilzajów (z tego plemienia, a raczej grupy plemion pochodzi m.in. Hekmatiar i spora część przywódców Talibów), którzy – niestety dla nas – zamieszkują także region stacjonowania polskich wojsk – czyli są zarówno w Ghazni, jak i w Kandaharze. Ewentualnie mógłby także spotkać się, z którymś z liderów Hazarów, którzy stanowią mniej więcej połowę mieszkańców Ghazni.
Dr Muhammad Usman został trzecim gubernatorem Ghazni w przeciągu ostatnich kilku miesięcy. Zastąpił Sher Khosti, który z kolei zajął miejsce Fajzanullaha Fajzana. Gdybyśmy cofnęli się jeszcze kilka miesięcy to 18 września 2007 roku stanowisko piastował jeszcze Maradżuddin Patan.
I znów cytat z mistrza ciętej riposty, który wzruszył mnie do łez: „Jako przykłady "pełnych nadziei" początków jeśli chodzi o demokrację Bush wymienił Turcję, Egipt, Afganistan i Irak. - Obserwujemy początki reform od Maroka i Algierii po Jordanię i kraje Zatoki Perskiej. Ameryka docenia wyzwania jakie stoją przed Bliskim Wschodzie, ale docenia też światełko swobód obywatelskich, które zaczyna świecić w tym regionie - mówił prezydent Bush.” – za PAP.
„W swym wystąpieniu w izraelskim parlamencie George W. Bush oświadczył, że nie można prowadzić negocjacji z "terrorystami i radykałami". Bush określił głosy wzywające do negocjacji z terrorystami jako "złudzenie głupca" – tak głosi wczorajsza depesza PAP.
Z niepokojem przyglądam się ostatnim wydarzeniom na Bliskim Wschodzie. Najpierw przeciek o rozmowach między Hamasem a Izraelem o zawieszeniu broni, następnie dyskusja między Izraelem a Syrią o zwrocie Wzgórz Golan i jednoczesnym wyrzuceniu z Syrii przedstawicieli Hezbollahu. Równolegle wizyta Cartera – w tym rozmowy z Syrią i Hamasem, a dodatkowo pacyfikacja Armii Mahdiego i szyickich bojówek w Iraku.
Wczorajsze media były pełne komentarzy i dyskusji o tym, jak to się stało, że nie mamy własnych pól naftowych w Iraku. Bardzo rozsądnie brzmiała wypowiedź rzecznika Orlenu o tym, że pól naftowych nie mamy, gdyż się nie staraliśmy by je mieć,ze względu na niestabilną sytuację w Iraku. Jest to jednak tylko część prawdy. Nie tyle się nie staraliśmy, co wprost przeciwnie, staraliśmy się ile sił by tych pól nie dostać. Nasz rząd odrzucał wszystkie inicjatywy irackie zmierzające do zacieśnienia współpracy energetycznej – w tym powołanie polsko-irackiej rady ds. energii.