W ciągu ostatnich kilku tygodni rozmaici politycy starali się mnie przekonać, że wreszcie będziemy mieć politykę zagraniczną względem krajów arabskich. Może nie do końca przemyślaną, z pewnością wymagającą pogłębienia, ale i tak o niebo lepszą od tego co było prezentowane w ostatnich latach. Pojawił się jednak poseł Gowin i swoją wypowiedzią potwierdził, że stereotypy na temat świata arabskiego i muzułmanów nie zniknęły, zostały tylko przykryte warstwą politycznej poprawności.
"Z powodu sytuacji w kraju, w celu zapewnienia bezpieczeństwa wojsko przejęło władzę w kraju łamiąc konstytucję", "Zmiany w Egipcie, odejście Mubaraka to sukces demokracji, wolności, zmian społecznych, jeden z najpiękniejszych dni dla demokracji na świecie" - to wypowiedzi przeczytane w mediach. Co się stało ze światem, że przejęcie władzy przez armię, jakiegokolwiek kraju jest gwarantem demokratyzacji? Co się stało, że nowy 75 letni przywódca, razem z nie mniej leciwymi współrządzącymi jest w powszechnej ocenie reprezentantem i głosem 20-sto i 30-sto letnich młodych ludzi pełnych nadziei i pragnienia zmian? Czy "człowiek Pentagonu" jest faktycznie dużo lepszy od "człowieka CIA"? Dlaczego zamiana jednego z przedstawicieli rządzącego reżimu na innego przedstawiciela tego samego skorumpowanego reżimu ma zagwarantować zmianę? I dlaczego cały świat ma się z tego powodu cieszyć?
W większości doniesień mediów z ostatnich kilku dni można znaleźć informacje o przewidywanej rezygnacji ze stanowiska prezydenta Egiptu, a eksperci zastanawiają się raczej "kiedy" a nie "czy" to nastąpi. Hosni Mubarak to jednak nie Ben Ali i pogłoski o jego śmierci politycznej, choć oczywiście możliwej, są jednak zdecydowanie przedwczesne.
Wydawało mi się, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, ale ostatni artykuł w Rzeczpospolitej autorstwa Pani Agnieszki Rybak i Aleksandry Rybińskiej nie pozwala mi pozostać obojętnym i zmusza do odpowiedzi. Nie ukrywam, że Samira Ismaila znam osobiście, podobnie zresztą jak kilku członków FIOE i Ligi Muzułmańskiej. Wielokrotnie spotykałem się z nimi zarówno na gruncie prywatnym, jak i zawodowym. Sprawia to, że mój tekst może być trochę stronniczy, jednak z drugiej strony mogę z tym większym przekonaniem pisać to, co piszę.
Wczoraj z okazji Dni Kultury Kuwejtu odwiedziłem Filharmonię Narodową bez wielkiego przekonania. Koncert zespołu z Kuwejtu sprowadzonego przez Ambasadę, nagłaśniany w bardzo niewielkim stopniu zapowiadał się zwyczajnie. Jednak zwyczajny nie był. Dawno nie widziałem tak naturalnej radości z grania, entuzjazmu i bardzo dobrej muzyki.
Po przeczytaniu komentarzy dotyczących sytuacji w Strefie Gazy na wielu forach arabskich, a także muzułmańskich forach angielskojęzycznych chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami wynikającymi z lektury. Oczywiście jestto stan na dziś, bo nikt nie wie, kiedy i jak zakończy się izraelska okupacja Strefy Gazy.
Ponieważ wszyscy specjaliści, bądź domniemani specjaliści od Pakistanu zajmują się ostatnio wróżeniem z fusów i przyszłością porwanego inżyniera pozwolę sobie na daleko idące dywagacje zgodne z ogólnym kierunkiem mediów:
Choć wypowiedź rzecznika partii Gulbuddina Hekmatiara o planach ataków na polskie wojska może być zwykłym blefem, o tyle przynajmniej w teorii ma on duże szanse na realizację zamachów. Z wielu powodów.
Trzeba mieć olbrzymią odwagę cywilną i bardzo silny kręgosłup by po wpadce z Hekmatiarem odwiedzić grób Masuda i złożyć hołd legendarnemu przywódcy Sojuszu Północnego. Ktoś inny pewnie wykonałby jakiś gest w kierunku Pasztunów, starał się w jakiś sposób pokazać, że Polska nie tylko popiera rząd centralny Karzaja, nie tylko wspiera członków byłego Sojuszu Północnego, ale jest otwarta na Gilzajów (z tego plemienia, a raczej grupy plemion pochodzi m.in. Hekmatiar i spora część przywódców Talibów), którzy – niestety dla nas – zamieszkują także region stacjonowania polskich wojsk – czyli są zarówno w Ghazni, jak i w Kandaharze. Ewentualnie mógłby także spotkać się, z którymś z liderów Hazarów, którzy stanowią mniej więcej połowę mieszkańców Ghazni.
Dr Muhammad Usman został trzecim gubernatorem Ghazni w przeciągu ostatnich kilku miesięcy. Zastąpił Sher Khosti, który z kolei zajął miejsce Fajzanullaha Fajzana. Gdybyśmy cofnęli się jeszcze kilka miesięcy to 18 września 2007 roku stanowisko piastował jeszcze Maradżuddin Patan.
I znów cytat z mistrza ciętej riposty, który wzruszył mnie do łez: „Jako przykłady "pełnych nadziei" początków jeśli chodzi o demokrację Bush wymienił Turcję, Egipt, Afganistan i Irak. - Obserwujemy początki reform od Maroka i Algierii po Jordanię i kraje Zatoki Perskiej. Ameryka docenia wyzwania jakie stoją przed Bliskim Wschodzie, ale docenia też światełko swobód obywatelskich, które zaczyna świecić w tym regionie - mówił prezydent Bush.” – za PAP.