Francja do dziś nie może otrząsnąć się z szoku po egzekucjach, których Mohammad Merah dokonywał na ulicach Tuluzy i Montauban. Od kul jego broni zginęło 7 osób w tym trójka żołnierzy francuskich maghrebskiego pochodzenia, oraz trójka żydowskich dzieci ze swym nauczycielem. Merah osaczony w swoim domu nie poddał się ani nie popełnił samobójstwa. W kamizelce kuloodpornej i z AK47 w dłoni do ostatnich chwil swojego życia próbował siać zamęt i terror. Niczym Terminator – ponoć jego ulubiony bohater filmowy – z zimną krwią zabijał swoje ofiary, zarówno dorosłych jak i dzieci.
Gdy 17 grudnia 2010 r. Mohammed Bouazizi w akcie desperacji z powodu trudności ekonomicznych podpalał się przed ratuszem tunezyjskiego miasta Sidi Bouzid, nie miał pojęcia, iż swoim działaniem zapoczątkuje falę protestów, które radykalnie zmienią krajobraz polityczny Bliskiego Wschodu i państw Afryki Północnej. Choć jego akt miał charakter indywidualny, to jednak wiele osób dostrzegło w nim manifestację niezadowolenia z niedoskonałości systemowych, dzięki czemu szybko zyskał on wymiar ogólnospołeczny, a nawet przyczynił się do przebudowania scen politycznych w regionie.
Gdy na wiosnę 2000 roku jako stypendysta University of Oxford prowadziłem badania nad religijnością imigrantów pakistańskich w Wielkiej Brytanii, islamem w Europie interesowała się jedynie garstka badaczy. Półtora roku później Koran nie schodził już z listy bestsellerów, a obecność społeczności muzułmańskich w Europie zaczęła dostrzegać nie tylko coraz większa liczba akademików z różnych dziedzin nauk społecznych, ale również dziennikarzy mediów sensacyjnych i propagandystów partii skrajnie prawicowych. Znamiennym w tym ostatnim względzie była stopniowa zmiana strategii mobilizacyjnej jednej z największych partii belgijskich Vlaams Belangu (wcześniejszego Vlaams Bloku).
Zine El Abidine Ben Ali nie silił się na przemówienia tylko spakował swoje złoto i odleciał do Arabii Saudyjskiej. Hosni Mubarak przemówił do narodu. Powiedział, że do końca kadencji nie ustąpi, a chwilę później armia odsunęła go od władzy. Muammara Kaddafiego nie tak łatwo odsunąć od władzy bo państwo to w znacznym stopniu Muammar Kaddafi i jego rodzina, a stosunkowo nieliczna i słabo wyszkolona armia libijska nie jest w stanie odegrać roli jaka w Egipcie przypadła wojskowym.
„Trzeba być człowiekiem, a nie śmieciem (…) trzeba mieć odwagę przeciwstawić się złu” - uczy swojego młodszego brata główny bohater książki Astrid Lindgren pt. "Bracia Lwie Serce". Co mają wspólnego słowa nakreślone przez szwedzką pisarkę przed prawie 40-laty z aktualną sytuacją na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej? Na pierwszy rzut oka absolutnie nic. Gdy przyjrzymy się bliżej historii 26-letniego Tunezyjczyka, który wprawił w ruch falę niezadowolenia która zmyła ze szczytów władzy Ben Alego i która podmywa szczyty władzy w innych krajach to dostrzeżemy, że jego działanie było podbudowane podobnym przeświadczeniem do tego którymi kierowali się baśniowi Karol i Jonathan Lwie Serce.
Al-Kaida żegna mijający rok mocnym akcentem. Nie będąc w stanie wyszkolić i dozbroić potencjalnych samotnych dżihadystów w różnych częściach świata, wyposaża ich w podręcznik jak mogą się dozbroić sami, domowym sposobem. Wiele tego typu publikacji istniało na sieci już wcześniej. Opublikowany przed kilkoma dniami na Internecie ponad 100-stronicowy podręcznik do wytwarzania bomb domowej roboty jest jednak pierwszym tak szczegółowym i dokładnym instruktarzem po angielsku pobłogosławionym przez czołowych strategów al-Kaidy.
Z przyjemnością informuję o ukazaniu się mojej najnowszej książki pod tytułem „Nowe elity muzułmańskie w europejskich miastach: religia i aktywna społeczna obywatelskość wśród młodych zorganizowanych muzułmanów w Brukseli i Londynie” (The New Muslim Elites in European Cities: Religion and Active Social Citizenship Amongst Young Organized Muslims in Brussels and London).
Zdecydowana większość wyznawców islamu na świecie jest negatywnie nastawiona do al-Kaidy i jej poczynań – to jeden z głównych wniosków z badań przeprowadzanych wśród światowej ummy przez PEW Research Centre. Jednocześnie badacze Centrum wskazują na to, że od tej reguły są wyjątki. Takim wyjątkiem jest afrykańska Nigeria – gdzie więcej muzułmanów darzy al-Kaidę sympatią, niż antypatią.
W ostatnich tygodniach sezonu ogórkowego ogromną popularnością medialną oprócz krzyża na Krakowskim Przedmieściu cieszy się również temat meczetu w pobliżu Ground Zero, a precyzyjniej centrum kultury muzułmańskiej, które ma powstać na dolnym Manhattanie w odległości dwóch przecznic od "Punktu Zero", czyli miejsca w którym wznosiły się bliźniacze wieżowce Centrum Handlu Światowego zniszczone 11 września 2001 r. przez samoloty porwane przez terrorystów z Al - Kaidy.
Jednym z powodów dla których zdaniem części naukowców (np. Beinin i Stork 1997) termin „fundamentalizm”, mający swe korzenie w protestanckiej obronie literalności Biblii, jest nieadekwatny w stosunku do muzułmanów jest to, iż w islamie świętość Koranu jest trzonem wiary. Toczone są debaty na temat tego, który z wersetów koranicznych powinien być rozumiany dosłownie, a który alegorycznie, ale rzadko kiedy podważa się to, iż Koran jest zapisem słów Boga. Jedną z osób, która dokonała gruntownej rewizji tego typu sposobu myślenia z pomocą nowoczesnej analizy hermeneutycznej był zmarły w dniu wczorajszym egipski profesor Nasr Abu Zajd.
Meczetofobia to dość powszechna odmiana islamofobii, na którą z pewnością Stowarzyszenie Europa Przyszłości demonstrujące przeciwko budowie meczetu na warszawskiej Ochocie, nie ma monopolu. W ostatnim czasie ta forma islamofobii dała o sobie znać ze wzmożoną siłą w Szwajcarii, aczkolwiek jej objawy są widoczne również w innych krajach europejskich. Jean-Paul Sartre zwykł mawiać, że antysemityzm istnieje nie dlatego, że istnieją Żydzi, tylko dlatego, iż istnieją antysemici. Podobnie jest muzułmanofobią. Jak to dobrze widać na naszym rodzimym podwórku, muzułmanofobia żeby kwitnąć nie potrzebuje wielu muzułmanów. Wystarczą tylko osoby, które są przekonane o tym, że za całe zło świata są odpowiedzialni wyznawcy islamu.