Współczesna proza
|
tłum.Małgorzata Wróblewska
|
|
wtorek, 25/11/2008 |
|
Wczoraj zostałem przeniesiony do oddzielnego pokoju. Czy stało się tak jak obiecywał ordynator, czy już całkowicie wyzdrowiałem i za tydzień wyjdę na wolność? Czy w ogóle byłem chory? To już rok, mimo moich usilnych i nieustających próśb o kartkę i pióro, nie dostałem ich. Ciągle wyobrażam sobie godzinę, w której je otrzymam i ileż rzeczy wtedy napiszę…
|
|
|
|
|
tłum. Ivonna Nowicka
|
|
poniedziałek, 04/02/2008 |
|
(...) Przed domem. Dzień. Na dworze i w środku
Drzwi otwierają się i Żołnierz staje w drzwiach; za nim Junak i Dziewczyna, konno. Żołnierz: Oto mieszkanie wuja. Tuśmy dorastali z Maral. Głos ze środka: Kto tam? Widok z naprzeciwka. W tle ktoś przychodzi, zagląda i odchodzi. Żołnierz: (do pozostałej dwójki na dworze) Zaraz im się języki rozwiążą! Przyglądajcie im się pilnie. Ta, co do mnie nie podejdzie, to moja narzeczona. Dla żartu stuka kołatką. Junak zsiada z konia, nie bardzo rozumie. Junak: Ta, co nie podejdzie? Dziewczyna: (przyciszonym głosem) Panny są wstydliwe.
|
|
|
|
|
tłum.Małgorzata Wróblewska
|
|
poniedziałek, 12/11/2007 |
|
Niedziela/ 3 mehra/ rano, godzina 10:20
Hasti: Witam
Mehraveh: Ty?
Hasti: Ja?
Mehraveh: A/S/L?
Hasti: Co takiego?
Mehraveh: Nigdy wcześniej nie byłeś na czacie?
Hasti: Nie, nie byłem.
Mehraveh: No jasne. Dokładnie jak moja babcia. Nieważne.
Hasti: Właśnie. Nieważne.
|
|
|
|
|
tłum. Albert Kwiatkowski
|
|
wtorek, 23/10/2007 |
|
Znów idę krętą, górską drogą. Tą samą drogą, którą ubiegłej jesieni szliśmy razem. Liście topól i platanów krzyczały kolorami, a ty rzekłeś, że jesień to najpiękniejsza i najsmutniejsza z pór roku. Czasem przystaję i oglądam się za siebie. Dziwne dostojeństwo panuje w tych górach.
|
|
|
|
|
tłum.Albert Kwiatkowski
|
|
czwartek, 04/10/2007 |
|
Ktoś szedł w ciemnościach, a gdy zbliżył się, stanął i zapytał: „W górę pani idzie?” Pytanie było bez sensu. Oczywiście, że szłam w górę. „Tak” – odparłam. Natychmiast zapytał: „Czy mogę iść z panią póki się nie rozwidni?” I tym razem przytaknęłam. Ktokolwiek to był, szukał przy mnie schronienia. Nie wiedziałam, dlaczego. Ruszyliśmy razem górską drogą. Nie widziałam jego twarzy, lecz głos miał smutny i kobiecy. Rzekł, że trochę boi się ciemności.
|
|
|
|
|
z perskiego przełożyła Ivonna Nowicka
|
|
czwartek, 04/10/2007 |
|
Ale czasy nastały. Życie ludzkie zależy od głupstwa, od jednej dwójki trefl. Nie wierzycie? Toż właśnie w tej chwili o moim przetrwaniu zadecyduje dwójka trefl. Tak, kochana dwójeczka trefl warta jest tyle, co moje życie. Moje życie to dwójka trefl. Jeśli ją znajdę, wycałuje ją. Pochylę przed nią czoła. Przyłożę ją do serca. Nie rozstanę się z nią do końca moich dni, przysięgam. Przewlokę przez nią złoty łańcuszek i zawieszę ją sobie na szyi jak amulet, jak talizman, który mnie uratował i może jeszcze kiedyś uchroni mnie od nieszczęścia, od złego oka i niebezpieczeństwa, zwłaszcza w tych czasach, gdy zagrożenia spadają na człowieka ze wszystkich stron jak szarańcza.
|
|
|
|
|
tłum.Małgorzata Wróblewska
|
|
poniedziałek, 01/10/2007 |
|
Powietrze w kawiarni jest ciepłe, wilgotne i pachnie kawą. Siadam przy stole pod oknem i zamawiam specjalną kawę z mlekiem, której aromat mnie rozgrzewa. Bluszcz za oknem przylega do szyby. Dwie małe i młode gałązki przecisnęły się między szybą a framugą, a jedna z nich mocno przykleiła do szyby swoje maleńkie pnącza. Przekręcam okno na zawiasach i zauważam, że nie uszkadza pnączy. Drewno spuchło i odeszło od futryny. Kelner przynosi mi kawę z mlekiem w filiżance w duże róże z zielonymi i żółtymi listkami. Wkładam do ust kostkę czekolady, a następnie biorę duży łyk...
|
|
|
|
|
tłum.Małgorzata Wróblewska
|
|
czwartek, 27/09/2007 |
|
Usiadłam przy telefonie. Wstałam. Podeszłam do okna. Wróciłam. Wybrałam numer. Odłożyłam słuchawkę. Otworzyłam lodówkę. Zamknęłam. Wróciłam. Wybrałam numer. Poczekałam. Podniósł słuchawkę. Jego głos był zimny. Powiedziałam:
- Ze względu na dzieci muszę z tobą...
Odłożył słuchawkę. Położyłam się na podłodze. Sufit zniżył się i zatrzymał tuż nad moimi powiekami. Czy tylko ze względu na dzieci chciałam z nim porozmawiać? Wstałam. Ubrałam się. Wyszłam z domu. Byłam przed warzywniakiem. Co chciałam? Czosnek czy sałatę? Kupiłam mandarynki. Wróciłam. Włożyłam klucz do zamka. Mandarynki poturlały się po ziemi, niektóre wpadły do rynsztoka. Nie pozbierałam ich. Tamtego dnia biegłam za tamtą mandarynką aż do utraty tchu. Zerwał mandarynkę z jej zielonymi liśćmi, powąchał i rzucił ją w moją stronę.
|
|
|
|
|
tłum.Małgorzata Wróblewska
|
|
niedziela, 12/08/2007 |
|
Naz i Anna poznały się przez Mino i jest to typowa znajomość na odległość. Spotkały się co najwyżej dwa razy i to przypadkiem. Po raz pierwszy na jednym z seansów Festiwalu Filmowego Fadżr w roku 81, po raz drugi na przyjęciu pana Nafisi, właściciela najbardziej znanej w Teheranie galerii obrazów, a zarazem zacnego i sławnego pioniera w tej dziedzinie. Nigdy nie istniała między nimi jakaś szczególna przyjaźń.
|
|
|
|
|
z perskiego przełożyła Małgorzata Wróblewska
|
|
niedziela, 12/08/2007 |
|
1.
Mówi, że spisała to wszystko w swoim pamiętniku, a następnie zakopała go w swoim ogródku. Mówi, że miejsce owe opisała w swoim testamencie, ale nikt się tym nie zainteresował, do momentu, kiedy ostatnia z wnucząt, małą szufelką przekopała wszystkie trzy kąty przy ogrodzeniu i znalazła pamiętnik. Pamiętnik z papieru bardzo słabej jakości, w miedzianej szkatułce, z moim zdjęciem, gdzieś pomiędzy kartkami, wszystko pośród suchych płatków lilii i narcyzów!
|
|
|
|
|
z perskiego przełożyła Małgorzata Wróblewska
|
|
sobota, 11/08/2007 |
|
Otwierasz drzwi garażu. Dwa razy zapalasz i gasisz silnik. W końcu wjeżdżasz na miejsce parkingowe. Hamujesz. Trąbisz i gasisz silnik. Wysiadasz. Twoje nogi rozpraszają czerwone światło padające na ziemię. Zamykasz drzwi z trzaskiem. Wchodzisz do budynku środkowym wejściem i znowu trzaskasz drzwiami. Sąsiad z pierwszego piętra otwiera drzwi. Cofasz się krok do tyłu. Witasz się.
|
|
|
|
| << Start < Poprzednia 1 2 Następna > Koniec >>
| | Wyniki 1 - 11 z 20 |
|